Uprawiał seks z czternastolatką, robił jej obsceniczne zdjęcia telefonem - m.in. o to oskarżony jest młody policjant z posterunku w Nagłowicach. Wczoraj prokuratura przesłała akt oskarżenia do sądu
Takiej sprawy jeszcze u nas nie było. 36-letni starszy sierżant, jeszcze kilka miesięcy temu pracujący na posterunku w Nagłowicach, stanie przed sądem oskarżony o seks z 14-latką. - Akt oskarżenia został przesłany do Sądu Rejonowego w Jędrzejowie - informuje Artur Feigel, szef prokuratury Kielce-Zachód, gdzie prowadzone było śledztwo. Policjant został zatrzymany w marcu przez Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji, od tamtej pory przebywa w areszcie. Ustalenia śledztwa są takie: policjant przez kilka miesięcy współżył z dziewczyną, robił jej zdjęcia pornograficzne komórką i namawiał ją, by sama je sobie robiła i wysyłała mu MMS-em. W przeciwnym razie groził, że opublikuje fotografie w internecie. - Oskarżony nie przyznaje się do tych zarzutów - informuje prokurator Feigel. To pierwsza tak bulwersująca sprawa w naszym regionie dotycząca funkcjonariusza policji. Według danych Komendy Głównej w całym kraju były do tej pory zaledwie dwa-trzy podobne przypadki. Czy policjant ma coś na swoją obronę i w jakich okolicznościach doszło do jego związku z nieletnią, zapewne się nie dowiemy. Proces ze względu na przedmiot sprawy i fakt, że pokrzywdzona jest nieletnia, będzie prawdopodobnie toczył się za zamkniętymi drzwiami.
Policjantowi grozi kara do 12 lat więzienia. Jak informuje Zbigniew Pedrycz z zespołu prasowego świętokrzyskiej policji, oskarżony funkcjonariusz jest zawieszony w obowiązkach. - Wszczęto też postępowanie dyscyplinarne - dodaje.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kielce
Policjant oskarżony o seks z nieletnią
Prokuratura odmawia wszczęcia śledztwa przeciwko policji
Prokurator Prokuratury Rejonowej Stare Miasto Przemysław Wojtkowski, odmówił wszczęcia śledztwa przeciwko funkcjonariuszom Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu w sprawie o przekroczenie uprawnień podczas brutalnej interwencji na Auli UAM w styczniu b.r.
Przypomnijmy 14 stycznia 2009 r. działacze poznańskiej Federacji Anarchistycznej przeprowadzili akcję solidarnościową z narodem palestyńskim, domagając się natychmiastowego przerwania przez Izrael trwającego wówczas ostrzału Strefy Gazy. Podczas przemówienia Ambasadora Izraela w Polsce kilkoro działaczy i działaczek wystąpiło z transparentem: "Dość rzezi w Gazie". Demonstrujący najpierw zostali zaatakowani przez skrajnie prawicowego dziennikarza izraelskiego, a następnie trzech z nich brutalnie zatrzymali funkcjonariusze policji.
Prokurator w postanowieniu o odmowie wszczęcia śledztwa przeciwko policjantom, stwierdził że ich zachowanie "nie wyczerpało znamion czynu zabronionego". Prokuratura skupiła się tylko na ocenie zasadności interwencji policji i stwierdziła, że funkcjonariusze, zgodnie z art. 244 par. 1 k.p.k, mają prawo zatrzymać osobę podejrzaną o popełnienie przestępstwa, a tak było w tym wypadku.
Prokurator w postanowieniu, całkowicie pominął kwestie przebiegu samego zatrzymania, podczas którego mimo, że zatrzymani nie stwarzali żadnego zagrożenia, jeden z nich przewrócony został przez trzech funkcjonariuszy na ziemię, przygnieciono mu głowę kolanem do podłoża, oraz kopano. Zatrzymanych trzymano ponad godzinę w radiowozie w mocno zaciśniętych kajdankach, a prośby o ich poluzowanie kwitowane były biciem. Prokurator nie odniósł się również w żaden sposób do faktu, że interwencja policji odbywała się na autonomicznym terenie Uniwersytetu, gdzie policja nie ma wstępu.
Ta sama prokuratura w osobnym piśmie umorzyła dochodzenie w sprawie naruszenia nietykalności cielesnej demonstrantów przez izraelskiego dziennikarza Michaela Hormona, uzasadniając to faktem, że jest to przestępstwo ścigane z oskarżenia prywatnego, a "brak interesu społecznego w objęciu tego przestępstwa ściganiem z urzędu". Prokurator w toku postępowania przygotowawczego ustalił, że podczas zajścia doszło do napaści na protestujących wyczerpującej znamiona przestępstwa z art. 217 par. 1 k.k, jednak podczas przesłuchania na komisariacie, wszyscy zatrzymani konsekwentnie odmówili zgłoszenia doniesienia przeciwko napastnikowi.
Przypomnimy, że wcześniej sam Hormon wniósł oskarżenie o pobicie wobec demonstrantów, po tym jak w trakcie zajścia doznał uszkodzenia przegrody nosowej.
Za: rozbrat.org
Prokuratura umarza, rodziny dalej walczą
Bydgoska prokuratura uznała, że policjant, który potrącił na ul. Brzozowej 65-latkę i dwoje dzieci, jest niewinny. - Nie zostawimy tak tego, będziemy walczyć, złożymy zażalenie - zapowiadają rodziny poszkodowanych.
Prokuratura Bydgoszcz-Południe wszczęła w sprawie wypadku na ul. Brzozowej własne śledztwo, które właśnie umorzyła.- Mamy przynajmniej troje świadków, którzy zeznali, że radiowóz jechał na sygnale - mówi Włodzimierz Marszałkowski, zastępca szefa prokuratury. - Sygnał wyraźnie słyszał przejeżdżający Brzozową kierowca miejskiego autobusu, krawiec z pracowni na Szwederowie oraz trzeci przypadkowy świadek. Zbadaliśmy także wątek zasadności użycia przez policjantów sygnałów świetlnych i dźwiękowych. Byli w pracy i mieli prawo do ich użycia. Jesteśmy przekonani, że kierowca tego radiowozu nie jest winny wypadkowi, więc nie można mu postawić żadnych zarzutów.
Inne zdanie na ten temat ma poszkodowana bydgoszczanka, a także świadkowie wypadku, którzy wypowiadali się na łamach "Gazety". - Radiowóz nie miał na dachu koguta i jechał bez włączonych dodatkowych świateł. Uderzył w mamę i dzieci, kiedy była już jedną nogą na przyblokowym parkingu - mówi Anna Chmara, córka 65-latki i matka 8-letniej Julki, którą potrąciło auto. - Przede wszystkim radiowóz jechał za szybko, a tam wszędzie jest czterdziestka. W dodatku obok znajduje się szkoła, więc stoją też znaki "uwaga, dzieci". Dlaczego prokuratura nie przesłuchała ludzi z bloku, którzy widzieli wypadek? - pyta. - Przecież dostarczyliśmy ich numery telefonów.
Do wypadku doszło w połowie grudnia ubiegłego roku na ul. Brzozowej. Radiowóz daewoo espero jadący w kierunku Carrefoura uderzył w przechodzącą przez jezdnię 65-letnią kobietę oraz dwoje dzieci: 8-letnią Julkę i 5-letniego Mikołaja. Według policji winna wypadku była kobieta, która weszła na jezdnię kilkadziesiąt metrów za przejściem dla pieszych.
Jolanta Chmara trafiła do szpitala m.in. z licznymi pęknięciami miednicy i pękniętą kością krzyżową. Julka przeszła operację prawego podudzia, a Mikołaj doznał pęknięcia kości jarzmowej.
- Po tym wypadku mama nie będzie już samodzielnie chodziła - mówi Anna Chmara. - Moją córkę i jej kolegę czeka długa rehabilitacja. Decyzja prokuratury to skandal. Na pewno złożymy na nią zażalenie. Będziemy walczyć o prawdę.
Jak policja w Photoshopie rozmnożyła marihuanę
"Łomżyńscy policjanci u dwóch 18-latków znaleźli narkotyki. Każdy z nich posiadał małą torebeczkę foliową z zawartością marihuany razem około 2,5 grama." - taką informację na swojej stronie internetowej zamieściła podlaska policja. Obok znalazło się zdjęcie torebek. Tyle, że jeden woreczek były lustrzanym odbiciem drugiego.
Co do tego, że zdjęcie to efekty pracy grafika komputerowego, nie ma praktycznie żadnych wątpliwości. Narkotyk w obu woreczkach ułożony jest w ten sam sposób, są takie same refleksy światła.
Policja nie zaprzecza, że zdjęcie to fotomontaż. - Zamieszczone na wiadomości informacje mają charakter informacji prasowej. Nie są natomiast materiałem dowodowym - powiedział reporterowi radia TOK FM mł. asp. Kamil Tomaszczuk z podlaskiej policji, dodając, że torebki zostały skopiowane by "uatrakcyjnić przekaz". - Nie zawsze korzystamy z fotografii bezpośrednio związanych ze sprawą, czasami używamy obrazów, które tematycznie wiążą się z danym zdarzeniem. - tłumaczył mł. asp. Tomaszczuk. Problem jednak w tym, że w tym przypadku zdjęcie miało sprawiać wrażenie autentycznego.
Wcześniej skopiowali amfetaminę i pieniądze
To nie pierwsza tego typu wpadka mundurowych. We wrześniu zeszłego roku głośno było o przerabianych w programie graficznym zdjęciach zamieszczonych na stronie Komendy Wojewódzkiej z Bydgoszczy. Wtedy również tajemniczemu rozmnożeniu uległy woreczki z narkotyki a także pliki banknotów.
Źródło: TOK FM
Straż miejska jak ZOMO!
Strażnikom łatwiej zaatakować bezbronnego człowieka niż rosłego osiłka. W środę wraz z urzędnikami z Ratusza postanowili rozprawić się ze sprzedawcą truskawek stojącym przy warszawskiej stacji metra Centrum. Brutalnie go obezwładnili i zniszczyli owoce. – Mam małą córeczkę. Nie jestem bandytą ani złodziejem – krzyczał pokrzywdzony i upokorzony Michał Łuczak (34 l.).
Akcję rozprawiania się z handlarzem truskawkami sfilmował przechodzień, który tak jak wielu innych wstrząśnięty był brutalnością strażników. Film pokazuje jak wykręcają panu Michałowi ręce i zabierają truskawki. Wystraszony mężczyzna próbował ochronić swój dobytek. – Kupiłem te truskawki od rolników, by uczciwie je sprzedać. Nie niszczcie ich – prosił. Ale strażnicy byli bezwzględni. Siłą odciągali sprzedawcę od straganu.
– Ja chcę tylko zarobić na chleb. Mam małą córeczkę na utrzymaniu – próbował im wyjaśnić pan Michał. Na nic się to zdało. Zszokowani ludzie próbowali bronić pana Michała.
– Nieroby! Dranie! – krzyczeli do strażników. – Czy kupiliście ten towar, żeby go teraz zabierać? – pytali strażników niosących do swoich aut łubianki pana Michała. – Kto mu teraz zapłaci za te truskawki! – krzyczeli ludzie. Ale strażnicy nie reagowali. Wokół upokorzonego mężczyzny leżały porozrzucane pieniądze, które wypadły mu z kieszeni.
– Straciłem wszystko. Zabrali i zniszczyli mi cały mój towar. To było zwykłe złodziejstwo! – opowiada smutno pan Michał, który stracił pracę, bo zatrudniająca go firma splajtowała.
– Chciałem, by moja rodzina nie głodowała, a spotkało mnie takie upokorzenie. I to ze strony tych, którzy powinni chronić obywateli – dodaje przygnębiony.
http://www.efakt.pl/Straz-miejska-jak-ZOMO-FILM,artykuly,46191,1.html
Jak biją stróże prawa?
- Strażnik Miejski nadepnął mi na głowę, złapał za rękę i złamał ją. Aż kość wyszła na zewnątrz - opowiada Sławomir Okoński. Mężczyzna został bez powodu pobity przez stróżów prawa. Do końca życia pozostanie kaleką. Całe zdarzenie zarejestrował miejski monitoring.
Dwa lata temu toruńscy strażnicy miejscy otrzymali zgłoszenie, że nieznani sprawcy demolują witryny sklepowe na jednej z ulic. Kiedy zjawili się na miejscu, jedynymi osobami byli Sławomir Okoński wraz z przyjacielem. Mężczyzna pokazywał koledze samochód, który kupił dzień wcześniej.
- Zaczęli się do nas dobijać. Kazali nam wysiadać. Chciałem otworzyć, ale zamki były zablokowane. Nie byłem w stanie otworzyć, więc rozbili szybę. Rzucili mnie na ziemię i złamali rękę, aż kość wyszła na zewnątrz - wspomina Sławomir Okoński.
Zgłoszenie o demolowaniu było fałszywe. Sławomir Okoński trafił do szpitala. Kiedy okazało się, że wcześniej spożywał alkohol - strażnicy zeznali, że przed zatrzymaniem usiłował odjechać samochodem. Dlatego interweniowali.
Całe zajście zostało jednak dokładnie zarejestrowane przez miejski monitoring sekunda po sekundzie. Był to bardzo ważny dowód w sprawie. Powołany biegły, jak i sąd nie mieli wątpliwości. Silnik w samochodzie Sławomira Okońskiego nie został nawet uruchomiony.
- Sąd rejonowy uniewinnił oskarżonego, nie dał wiary strażnikom miejskim - informuje Andrzej Walenta, prezes Sądu Okręgowego w Toruniu.
Sławomir Okoński w naszej obecności zawiadomił prokuraturę o popełnieniu przestępstwa przez strażników miejskich. Komendant toruńskich strażników miejskich nie chciał zgodzić się na wywiad przed kamerą. Odnaleźliśmy jednego ze strażników, który brał udział w tej interwencji. To właśnie on, według Sławomira Okońskiego złamał mu rękę. Mimo to, nadal jest czynnym funkcjonariuszem.
- Będę walczył do końca. Za ból, za to co mi zrobili - mówi Sławomir Okoński. *
* skrót materiału
Reporter: Artur Borzęcki
aborzecki@polsat.com.pl
(Telewizja Polsat)
Na nowy rok... Odezwa FA Poznań
W nowy rok wchodzimy pod znakiem rosnącej represyjności władzy w stosunku do obywateli. Taką tendencję można było zauważyć już od kilku lat, ale wraz z kryzysem ekonomicznym i wynikającymi z niego zagrożeniami dla klasy rządzącej postanowiła ona przyspieszyć wzrost odgórnej, represyjnej kontroli nad masami.
Najświeższą informacją jest wzrost uprawnień strażników miejskich - od teraz mogą oni legitymować i przeszukiwać ludzi na ulicach. Takie rozwiązanie sprawia, że staną się oni praktycznie równoprawni policjantom. Już od dłuższego czasu zaobserwować było można tzw. patrole mieszane, teraz municypalni nie będą potrzebować wsparcia policji w kontrolowaniu życia publicznego. Ponadto straż miejska została wyposażona w nowe pojazdy i sprzęt (na przykład paralizatory).
Oprócz strażników miejskich nowe formy uprawnień dostaną też inne służby państwowej przemocy, takie jak Żandarmeria Wojskowa, Służba Celna, Służba Więzienna, Straż Ochrony Kolei. Będą oni mieli większą swobodę działania, wyposażeni zostaną w dodatkowe rodzaje broni.
Niepokojąca jest też tendencja, jeżeli chodzi o wydatki z budżetu państwa na policję. Od dziesięciu lat sukcesywnie wzrasta suma środków przeznaczonych na tą instytucję. Od 2000 budżet ten praktycznie się podwoił, a największe różnice w budżetach na kolejne lata miały miejsce w ostatnich 3 latach. Jeszcze nie znamy dokładnego budżetu na 2010 rok, ale projekt zakłada wzrost o kolejne pół miliarda złotych, co da sumę bliską 10 miliardów.
Środki te wspierane są odpowiednimi ustawami, które czynią otwarte więzienie, jakim jest państwo, coraz mniej otwartym. Od czerwca obowiązkowe jest udostępnianie odcisków palców przy staraniu się o paszport. Słychać głosy, które mówią o konieczności wprowadzeniu biometrycznych dowodów osobistych i gigantycznych baz danych DNA. Ulice już nie tylko centrów miast zapełniane są policyjnymi kamerami rejestrującymi każdy nasz ruch. To tylko niektóre ze sposobów władzy na radzenie sobie z niezadowoleniem społecznym, związanym z obarczaniem zwykłych ludzi kosztami kryzysu wywołanego przez kapitalistów.
Czy te zmiany prowadzą nas ku „optymistycznej przyszłości” o której rządzący tak ochoczo mówią? Może zapytajmy któregoś ze 100 tysięcy więźniów stłoczonych w dusznych polskich celach, czy widzą kolejny rok w pozytywnych kolorach? 100 tysięcy, to jeden z najwyższych wskaźników w Europie. Do niedoścignionego wzoru polskich polityków, jakim jest U$A brakuje nam jeszcze dużo - tam odsetek jest ponad trzy razy wyższy, ale kolejne ekipy rządzące gonią wielkiego brata ile sił.
Domagający się swoich praw czeczeńscy uchodźcy są zamykani w aresztach. Balcerowicz wciąż lamentuje o konieczności sprywatyzowania wszystkiego. Studia wyższe poddawane są procesowi bolońskiemu, który zamieni je w fabryki nowych, elastycznych i maksymalnie użytecznych dla kapitalizmu pracowników. Robotnikom zabiera się pensje i wyrzuca się ich z pracy, bo „za kryzys musimy płacić wszyscy”. Nowe prawo telekomunikacyjne nakazuje operatorom archiwizowanie wszystkich naszych rozmów, smsów i maili przez określony czas i udostępnianie ich na żądanie służb przemocy. Wmawia się nam, że powinniśmy pracować praktycznie do śmierci. Wszystko przy aprobacie głównonurtowych mediów i pod kontrolą 100 tysięcy policjantów, 100 tysięcy ochroniarzy, oraz kolejnych tysięcy umundurowanych psów, które będą nas bić, więzić i do nas strzelać, gdy tylko dostaną taki rozkaz.
Wymienione wyżej symptomy dotyczą całego świata zachodniego, tylko ze względów pragmatycznych przytoczono przykłady z polskiej rzeczywistości. Nie są one przypadkowe i wynikają z wewnętrznej logiki kapitalizmu - jest on z natury żarłoczny i pełen wewnętrznych sprzeczności. W poszukiwaniu nowych rynków i sposobów powiększania zysków kapitaliści doprowadzają na naszych oczach do bankructwa całych społeczeństw. Jeśli ich nie powstrzymamy nieuchronnie czeka nas konflikt zbrojny. Taki właśnie kulminacyjny moment miał miejsce w latach 30. XX w. ale my, pokolenie progu XXI w. nie zamierzamy umierać w III wojnie światowej!
Historia już raz pokazała, że gdy kapitalizm zaczyna się chwiać, staje się agresywny i bajki o demokracji i dobrobycie szybko zamienia na więzienia, tortury i masowe morderstwa. Jeżeli chcemy zdobyć wolność i podmiotowość, do walki musimy stanąć teraz - kolektywnie i bezkompromisowo. Ci, którzy teraz mają wszystko nie zasługują nawet na własne groby!
Wszelkimi możliwymi środkami atakujmy struktury władzy i tych, którzy czerpią z nich profity!
Kapitalizm to szafot a rządzący to kaci! Zniszczyć ich wszystkich!