Jak policja w Photoshopie rozmnożyła marihuanę

"Łomżyńscy policjanci u dwóch 18-latków znaleźli narkotyki. Każdy z nich posiadał małą torebeczkę foliową z zawartością marihuany razem około 2,5 grama." - taką informację na swojej stronie internetowej zamieściła podlaska policja. Obok znalazło się zdjęcie torebek. Tyle, że jeden woreczek były lustrzanym odbiciem drugiego.

Co do tego, że zdjęcie to efekty pracy grafika komputerowego, nie ma praktycznie żadnych wątpliwości. Narkotyk w obu woreczkach ułożony jest w ten sam sposób, są takie same refleksy światła.

Policja nie zaprzecza, że zdjęcie to fotomontaż. - Zamieszczone na wiadomości informacje mają charakter informacji prasowej. Nie są natomiast materiałem dowodowym - powiedział reporterowi radia TOK FM mł. asp. Kamil Tomaszczuk z podlaskiej policji, dodając, że torebki zostały skopiowane by "uatrakcyjnić przekaz". - Nie zawsze korzystamy z fotografii bezpośrednio związanych ze sprawą, czasami używamy obrazów, które tematycznie wiążą się z danym zdarzeniem. - tłumaczył mł. asp. Tomaszczuk. Problem jednak w tym, że w tym przypadku zdjęcie miało sprawiać wrażenie autentycznego.

Wcześniej skopiowali amfetaminę i pieniądze

To nie pierwsza tego typu wpadka mundurowych. We wrześniu zeszłego roku głośno było o przerabianych w programie graficznym zdjęciach zamieszczonych na stronie Komendy Wojewódzkiej z Bydgoszczy. Wtedy również tajemniczemu rozmnożeniu uległy woreczki z narkotyki a także pliki banknotów.
Źródło: TOK FM

Straż miejska jak ZOMO!


Strażnikom łatwiej zaatakować bezbronnego człowieka niż rosłego osiłka. W środę wraz z urzędnikami z Ratusza postanowili rozprawić się ze sprzedawcą truskawek stojącym przy warszawskiej stacji metra Centrum. Brutalnie go obezwładnili i zniszczyli owoce. – Mam małą córeczkę. Nie jestem bandytą ani złodziejem – krzyczał pokrzywdzony i upokorzony Michał Łuczak (34 l.).

Akcję rozprawiania się z handlarzem truskawkami sfilmował przechodzień, który tak jak wielu innych wstrząśnięty był brutalnością strażników. Film pokazuje jak wykręcają panu Michałowi ręce i zabierają truskawki. Wystraszony mężczyzna próbował ochronić swój dobytek. – Kupiłem te truskawki od rolników, by uczciwie je sprzedać. Nie niszczcie ich – prosił. Ale strażnicy byli bezwzględni. Siłą odciągali sprzedawcę od straganu.

– Ja chcę tylko zarobić na chleb. Mam małą córeczkę na utrzymaniu – próbował im wyjaśnić pan Michał. Na nic się to zdało. Zszokowani ludzie próbowali bronić pana Michała.

– Nieroby! Dranie! – krzyczeli do strażników. – Czy kupiliście ten towar, żeby go teraz zabierać? – pytali strażników niosących do swoich aut łubianki pana Michała. – Kto mu teraz zapłaci za te truskawki! – krzyczeli ludzie. Ale strażnicy nie reagowali. Wokół upokorzonego mężczyzny leżały porozrzucane pieniądze, które wypadły mu z kieszeni.

– Straciłem wszystko. Zabrali i zniszczyli mi cały mój towar. To było zwykłe złodziejstwo! – opowiada smutno pan Michał, który stracił pracę, bo zatrudniająca go firma splajtowała.

– Chciałem, by moja rodzina nie głodowała, a spotkało mnie takie upokorzenie. I to ze strony tych, którzy powinni chronić obywateli – dodaje przygnębiony.

http://www.efakt.pl/Straz-miejska-jak-ZOMO-FILM,artykuly,46191,1.html

Jak biją stróże prawa?

- Strażnik Miejski nadepnął mi na głowę, złapał za rękę i złamał ją. Aż kość wyszła na zewnątrz - opowiada Sławomir Okoński. Mężczyzna został bez powodu pobity przez stróżów prawa. Do końca życia pozostanie kaleką. Całe zdarzenie zarejestrował miejski monitoring.


Dwa lata temu toruńscy strażnicy miejscy otrzymali zgłoszenie, że nieznani sprawcy demolują witryny sklepowe na jednej z ulic. Kiedy zjawili się na miejscu, jedynymi osobami byli Sławomir Okoński wraz z przyjacielem. Mężczyzna pokazywał koledze samochód, który kupił dzień wcześniej.

- Zaczęli się do nas dobijać. Kazali nam wysiadać. Chciałem otworzyć, ale zamki były zablokowane. Nie byłem w stanie otworzyć, więc rozbili szybę. Rzucili mnie na ziemię i złamali rękę, aż kość wyszła na zewnątrz - wspomina Sławomir Okoński.

Zgłoszenie o demolowaniu było fałszywe. Sławomir Okoński trafił do szpitala. Kiedy okazało się, że wcześniej spożywał alkohol - strażnicy zeznali, że przed zatrzymaniem usiłował odjechać samochodem. Dlatego interweniowali.

Całe zajście zostało jednak dokładnie zarejestrowane przez miejski monitoring sekunda po sekundzie. Był to bardzo ważny dowód w sprawie. Powołany biegły, jak i sąd nie mieli wątpliwości. Silnik w samochodzie Sławomira Okońskiego nie został nawet uruchomiony.

- Sąd rejonowy uniewinnił oskarżonego, nie dał wiary strażnikom miejskim - informuje Andrzej Walenta, prezes Sądu Okręgowego w Toruniu.

Sławomir Okoński w naszej obecności zawiadomił prokuraturę o popełnieniu przestępstwa przez strażników miejskich. Komendant toruńskich strażników miejskich nie chciał zgodzić się na wywiad przed kamerą. Odnaleźliśmy jednego ze strażników, który brał udział w tej interwencji. To właśnie on, według Sławomira Okońskiego złamał mu rękę. Mimo to, nadal jest czynnym funkcjonariuszem.

- Będę walczył do końca. Za ból, za to co mi zrobili - mówi Sławomir Okoński. *

* skrót materiału

Reporter: Artur Borzęcki

aborzecki@polsat.com.pl

(Telewizja Polsat)

Na nowy rok... Odezwa FA Poznań

W nowy rok wchodzimy pod znakiem rosnącej represyjności władzy w stosunku do obywateli. Taką tendencję można było zauważyć już od kilku lat, ale wraz z kryzysem ekonomicznym i wynikającymi z niego zagrożeniami dla klasy rządzącej postanowiła ona przyspieszyć wzrost odgórnej, represyjnej kontroli nad masami.

Najświeższą informacją jest wzrost uprawnień strażników miejskich - od teraz mogą oni legitymować i przeszukiwać ludzi na ulicach. Takie rozwiązanie sprawia, że staną się oni praktycznie równoprawni policjantom. Już od dłuższego czasu zaobserwować było można tzw. patrole mieszane, teraz municypalni nie będą potrzebować wsparcia policji w kontrolowaniu życia publicznego. Ponadto straż miejska została wyposażona w nowe pojazdy i sprzęt (na przykład paralizatory).

Oprócz strażników miejskich nowe formy uprawnień dostaną też inne służby państwowej przemocy, takie jak Żandarmeria Wojskowa, Służba Celna, Służba Więzienna, Straż Ochrony Kolei. Będą oni mieli większą swobodę działania, wyposażeni zostaną w dodatkowe rodzaje broni.

Niepokojąca jest też tendencja, jeżeli chodzi o wydatki z budżetu państwa na policję. Od dziesięciu lat sukcesywnie wzrasta suma środków przeznaczonych na tą instytucję. Od 2000 budżet ten praktycznie się podwoił, a największe różnice w budżetach na kolejne lata miały miejsce w ostatnich 3 latach. Jeszcze nie znamy dokładnego budżetu na 2010 rok, ale projekt zakłada wzrost o kolejne pół miliarda złotych, co da sumę bliską 10 miliardów.

Środki te wspierane są odpowiednimi ustawami, które czynią otwarte więzienie, jakim jest państwo, coraz mniej otwartym. Od czerwca obowiązkowe jest udostępnianie odcisków palców przy staraniu się o paszport. Słychać głosy, które mówią o konieczności wprowadzeniu biometrycznych dowodów osobistych i gigantycznych baz danych DNA. Ulice już nie tylko centrów miast zapełniane są policyjnymi kamerami rejestrującymi każdy nasz ruch. To tylko niektóre ze sposobów władzy na radzenie sobie z niezadowoleniem społecznym, związanym z obarczaniem zwykłych ludzi kosztami kryzysu wywołanego przez kapitalistów.

Czy te zmiany prowadzą nas ku „optymistycznej przyszłości” o której rządzący tak ochoczo mówią? Może zapytajmy któregoś ze 100 tysięcy więźniów stłoczonych w dusznych polskich celach, czy widzą kolejny rok w pozytywnych kolorach? 100 tysięcy, to jeden z najwyższych wskaźników w Europie. Do niedoścignionego wzoru polskich polityków, jakim jest U$A brakuje nam jeszcze dużo - tam odsetek jest ponad trzy razy wyższy, ale kolejne ekipy rządzące gonią wielkiego brata ile sił.

Domagający się swoich praw czeczeńscy uchodźcy są zamykani w aresztach. Balcerowicz wciąż lamentuje o konieczności sprywatyzowania wszystkiego. Studia wyższe poddawane są procesowi bolońskiemu, który zamieni je w fabryki nowych, elastycznych i maksymalnie użytecznych dla kapitalizmu pracowników. Robotnikom zabiera się pensje i wyrzuca się ich z pracy, bo „za kryzys musimy płacić wszyscy”. Nowe prawo telekomunikacyjne nakazuje operatorom archiwizowanie wszystkich naszych rozmów, smsów i maili przez określony czas i udostępnianie ich na żądanie służb przemocy. Wmawia się nam, że powinniśmy pracować praktycznie do śmierci. Wszystko przy aprobacie głównonurtowych mediów i pod kontrolą 100 tysięcy policjantów, 100 tysięcy ochroniarzy, oraz kolejnych tysięcy umundurowanych psów, które będą nas bić, więzić i do nas strzelać, gdy tylko dostaną taki rozkaz.

Wymienione wyżej symptomy dotyczą całego świata zachodniego, tylko ze względów pragmatycznych przytoczono przykłady z polskiej rzeczywistości. Nie są one przypadkowe i wynikają z wewnętrznej logiki kapitalizmu - jest on z natury żarłoczny i pełen wewnętrznych sprzeczności. W poszukiwaniu nowych rynków i sposobów powiększania zysków kapitaliści doprowadzają na naszych oczach do bankructwa całych społeczeństw. Jeśli ich nie powstrzymamy nieuchronnie czeka nas konflikt zbrojny. Taki właśnie kulminacyjny moment miał miejsce w latach 30. XX w. ale my, pokolenie progu XXI w. nie zamierzamy umierać w III wojnie światowej!

Historia już raz pokazała, że gdy kapitalizm zaczyna się chwiać, staje się agresywny i bajki o demokracji i dobrobycie szybko zamienia na więzienia, tortury i masowe morderstwa. Jeżeli chcemy zdobyć wolność i podmiotowość, do walki musimy stanąć teraz - kolektywnie i bezkompromisowo. Ci, którzy teraz mają wszystko nie zasługują nawet na własne groby!

Wszelkimi możliwymi środkami atakujmy struktury władzy i tych, którzy czerpią z nich profity!

Kapitalizm to szafot a rządzący to kaci! Zniszczyć ich wszystkich!

Polecamy książkę!

Wstęp w Loïc Wacquant, Więzienia nędzy.

U progu III Rzeczypospolitej w roku 1990 polskie areszty i zakłady karne zasiedlało niewiele ponad 50 000 osadzonych [1]. W marcu 2007 ich liczba sięgnęła 91 331[2]. Polska znalazła się tym samym w ścisłej czołówce krajów z najwyższym w Unii Europejskiej współczynnikiem inkarceracji (234 osadzonych na 100 tysięcy mieszkańców.) dając się w tym niechlubnym rankingu wyprzedzić jedynie trzem państwom Bałtyckim [3]. Wygląda na to, że Polska droga do wolności wszystkich wiedzie przez więzienie niektórych (coraz liczniejszych). Obiegowa mądrość liberalna oswaja nas z tą myślą – czyż za wolność nie trzeba słono płacić? Zapewne, do tego przychodzi to o wiele łatwiej, kiedy nie płaci się z własnej kieszeni. Jeśli w dyskursie publiczno – medialnym w ogóle dostrzegano pełzającą ekspansję więziennej represji to przypisywano ją, jak zawsze, dziedzictwu „komunistycznej” przeszłości. Miał to być kolejny garb dźwigany przez młodą Polską demokrację. Tyle, że garb ten rósł z czasem zamiast się kurczyć. Tymczasem postkomunistyczna bądź co bądź Słowenia jest krajem, gdzie więźniów jest relatywnie najmniej. Czy dlatego, że to mały kraj? Dlaczego zatem czarną listę otwiera Litwa i Estonia? Jeśli eksplozji więziennej nie uznajemy za fatum, to musimy znaleźć lepszą odpowiedź.

Loic Wacquant, francuski socjolog, współpracownik i uczeń Pierra Bourdieu [4], wykładający dziś na uniwersytecie w Berkeley proponuje taką odpowiedź: powrót masowej represji karnej w większości współczesnych społeczeństw demokratycznych jest strukturalnie powiązany z neoliberalną mutacją kapitalizmu, która rozpoczęła swa światową karierę w latach 80 XX wieku. Ścisłe związki liberalizmu z więzieniem analizował już w latach 70 Michel Foucault. Wskazywał wtedy, że więzienie nie jest dla liberalnego kapitalizmu złem koniecznym ani wstydliwym produktem ubocznym. Jest raczej przedmiotem dumy i jednym z ustrojowych fundamentów. Z jednej strony jest ono swoistym polem eksperymentalnym, na którym bada się możliwości wdrażania „ducha kapitalizmu” i jego etyki, ludziom pracy najemnej, z drugiej pozostaje represyjnym narzędziem doraźnego regulowania i dyscyplinowania niższych warstw społecznych na potrzeby rynku pracy.

Czy jednak więzienie nie służy przede wszystkim do przeciwdziałania przestępczości i ochrony ofiar? Niewykluczone, że więzienie spełnia i tę funkcję. Wacquant nie jest abolicjonistą. Nie domaga się likwidacji instytucji więzienia. Zdarzało mu się pisać, że radykalni abolicjoniści usuwają nam z pola widzenia rzeczywiste i osiągalne politycznie stawki w kwestii karania. Pamiętać jednak trzeba, że funkcja prewencyjna zakładów karnych jest co najmniej problematyczna. Ostatecznie to właśnie wiezienie przekształca zbiór jednostek, które na rozmaite
sposoby weszły w konflikt z prawem, w upośledzoną klasę społeczną wyposażoną we własny kodeks postępowania, poczucie przynależności, wspólnych doświadczeń, sieć wzajemnych powiązań i współzależności. Wykluczenie ze społeczeństwa i osobiste wydziedziczenie idzie w parze z wytwarzaniem nowej społecznej jakości – grupy zdolnej do samodzielnej reprodukcji na własnych zasadach. W tym sensie pytanie, czy więzienie rzeczywiście przyczynia się do ograniczenia społecznej przemocy, pozostaje otwarte. Jeszcze w latach 70 traktowała je z całą powagą kryminologia głównego nurtu a w ślad za nią szły polityczne decyzje i poszukiwania rozwiązań, które pozwoliłyby zminimalizować karną represję jako sposób rozwiązywania problemów społecznych. Zwrot represyjny epoki Reagana i Thatcher oznaczał delegitymizację tych poszukiwań. W nowym opakowaniu podawano stare recepty w kwestii zbrodni i kary. Rehabilitowano też pośrednio brutalność i arbitralność zawsze obecną w działaniach policji i innych służb „prawa i porządku”. Wacquant opisuje jak do tego doszło. Odsłania ideologie, dyskursy i interesy stojące za decyzją o gigantycznej rozbudowie amerykańskiego archipelagu więziennego i pokazuje sposoby jakim idee te torują sobie drogę na inne kontynenty – w szczególności do Europy Zachodniej.

Wacquant napisał Więzienia nędzy pod koniec lat 90 i postawił tu mocną diagnozę represyjnej polityki państwa. Neoliberalizm nie oznacza po prostu mniej państwa, jak chętnie głoszą to jego apologeci. Oznacza on mniej państwa socjalnego, mniej redystrybucji i usuniecie perspektywy socjalnej w podejmowaniu strategicznych decyzji ekonomicznych. Jednocześnie neoliberalizm to więcej państwa penalnego, więcej państwa paternalistycznego wobec biednych to hipertrofia kontroli i regulacji prywatnego życia niższych warstw społecznych. O ile w latach 70 więzienie chciano podporządkować logice działania pomocy społecznej, dzisiaj to pomoc społeczna podporządkowana zostaje logice represji karnej. Diagnoza Wacquanta pozostaje po dziesięciu latach całkowicie aktualna. Tendencje, które pokazał nasiliły się w ostatniej dekadzie. 11 września stanowił dodatkowy pretekst dla umocnienia i rozszerzenia zakresu działania instytucji nadzoru nad niższymi klasami społecznymi. W ramach praw antyterrorystycznych i regulacji Traktatu z Schengen pojawiły się nowe technicznie i prawne formy represji. Chociaż prywatne więzienia nie odniosły sukcesu w Europie to nadal trzymają się mocno w świecie anglosaskim [5]. Nade wszystko jednak trwa w najlepsze, choć w różnym tempie i skali, operacja „wielkiego zamknięcia” biedy.

Przodują tu te same kraje, które nieodmiennie stawiało się do niedawna za wzór sukcesu ekonomicznego ale także skutecznego rozwiązywania problemów społecznych i walki z bezrobociem. W 1997 roku kiedy Wacquant pisał swoją książkę w USA było 1758,079 osadzonych (648 na 100 tys. mieszkańców), w roku 2006 było ich już 2 186 230 (738 na 100 tysięcy mieszkańców). Stany Zjednoczone nie tylko utrzymały pozycję więziennego lidera ale nie
przestały powiększać swojej przewagi. Zachodnioeuropejski lider karania, Wielka Brytania, sytuuje się co prawda o klasę niżej jednak także podąża wytyczonym szlakiem, z 68 tysiącami więźniów na początku rządów Laburzystów w roku 1997 (120/100tys.) 79 861 (148/100 tysięcy) w roku 2006 pod koniec panowania Tony’ego Blaira. Pozostałe kraje Europy Zachodniej są nieco bardziej wstrzemięźliwe jednak i tu zarysowuje się wyraźnie tendencja do penalizacji i izolacji. Holandia, jeszcze niedawno przodująca w stosowaniu pozawięziennych strategii kary zwiększyła współczynnik inkaraceracji najbardziej spektakularnie z 87 do 128. Belgia z 82 do 91, Niemcy (Wacquant wskazuje, że w latach 90 uniknęły ekspansji więzień, tendencja ta odwróciła się za rządów Schroedera) z 90 do 95, Włochy z 87 do 104. Wzrost populacji więziennej dotknął też kraje skandynawskie, które opierały się najdłużej.[6]

Wszystko zdaje się wskazywać, że mamy tu do czynienia z głębokim i nieuniknionym procesem związanym z neoliberalnym kapitalizmem. Jeśli ten ostatni uderza w pracowników a szczególnie pracowników niewykwalifikowanych i imigranckich to nie ma nic dziwnego w tym, że rośnie przestępczość. Czy wzrost więziennej populacji nie jest naturalną reakcją na wzrost przestępczości? To pozornie poprawne rozumowanie jest jednak zawodne. Związki penalizacji i neoliberalizmu są bardziej złożone i, by tak rzec, polityczne. Wacquant pokazuje, że w trakcie trwania karceralnej eksplozji przestępczość w USA spadała a w Europie pozostawała na stabilnym poziomie. (W Polsce w latach dziewięćdziesiątych przestępczość rosła, także za sprawą rozszerzania katalogu przestępstw, lecz nigdy nie w takim tempie jak ilość wyroków skazujących i rzeczywista liczba osadzonych, potem ustabilizowała się, co nie przeszkodziło pęcznieć więzieniom [7]). Kryminologowie wskazują na wiele czynników, które ograniczały w tym czasie wzrost przestępczości – do najważniejszych należy czynnik demograficzny (relatywne zmniejszenie się liczby młodych mężczyzn). Nie to jest jednak najważniejsze. Istota sprawy polityka karnej represji nie była odpowiedzią (fałszywą lub prawdziwą) na gwałtowną falę przestępczości, po prostu dlatego, że fali takiej nie było.

Wiele wskazuje na to, że masowa penalizacja jest integralną częścią aksjologii, doktryny i praktyki politycznej neoliberalizmu. Deregulacja ekonomiczna i transfery bogactwa w górę drabiny społecznej skorelowane są wzmocnieniem państwowego aparatu przymusu i paternalistycznej ingerencji w życie obywateli, w szczególności obywateli słabszych społecznie i ekonomicznie. Łatwo sobie wyobrazić, że jeszcze dotkliwej odczuwają to mieszkańcy USA i Europy nie cieszący się „przywilejem” obywatelstwa. Tutaj dochodzimy do kolejnej ważnej części diagnozy Wacquanta. Rządy „prawa i porządku” nie są dla wszystkich równe. Tak więzienie jak arbitralne i brutalne działania policji uderzają przede wszystkim w słabszą część społeczeństwa: bezrobotnych, pozbawionych stałego zatrudnienia, mieszkańców biednych dzielnic. Ten oczywisty fakt jest trudny do ukrycia, więc dominujący dyskurs medialno-polityczny przeprowadza klasyczną operację demonizacji i moralnej deprecjacji biednych. Wykluczeni sami są sobie winni. Uderza się w dobrze znane tony „kryzysu cywilizacji”, „panoszącego się nihilizmu” i permanentnego zagrożenia czyhającego na moralną większość porządnych obywateli. Problem polega na tym, że polityka represji cieszy się niezmiennie poparciem większości obywateli. Coś, co samo jest częścią neoliberlanej polityki państwa dość powszechnie postrzegane jest jako antidotum na jej skutki. Poczucie niepewności i słabości, będące udziałem wielu, ma zostać być kompensowane paternalistyczną siłą karzącej ręki państwa. Tak długo jak nie odczarujemy więzienia mechanizm ten będzie działał na mocy błędnego koła.

W Polsce książka Wacquanta powinna być bardzo dobrze zrozumiała. Dekompozycja państwa opiekuńczego realnego socjalizmu była wszak zarówno bardziej gwałtowna jak i bardziej kompletna niż rewolucja Thatcherowsko-Reaganowska za Zachodzie. Miała za to te same korzenie ideologiczne. O ile komponent ekonomiczny neoliberalnej doktryny jest już dość dobrze rozpoznany, o tyle wciąż słabo uświadamiamy sobie jej składnik penalny. W gruncie rzeczy wszystkie siły polityczne i opiniotwórcze akceptowały postulat „więcej represji”. Niektóre, na czele z Prawem i Sprawiedliwością zbiły na nim potężny kapitał. Warto zauważyć, że ta część przesłania PIS nie spotkała się z krytyką ani PO ani „liberalnych elit”. Tezy o „froncie obrony przestępców”, „liberalizmie” sądów i prokuratur oraz luksusowych więzieniach stały prawdami obiegowymi w tym samym czasie, gdy cele były skrajnie przepełnione, sądy automatycznie przedłużały areszty tymczasowe a parlament zaostrzał prawo karne. Więzienia nędzy mają się świetnie w kraju nad Wisłą.

1 Mały Rocznik Statystyczny 2000, Zakład Wydawnictw Statystycznych 2008, s.97
2 Patrz Informacja o Wykonywaniu Kary Pozbawienia Wolności i Tymczasowego Aresztowania, Tabl.1 Ogólne dane o
zaludnień Aresztów Śledczych i Zakładów Karnych , Centralny Zarząd Służby Więziennej, 2007
3 Walmsley, Roy (October 2006). "World Prison Population List” (Seventh Edition)
4 Po Polsku ukazała się ksiązka będąca zapisem krytycznego wywiadu L.W z Pierrem. Bourdieu, P.Bourdieu,
L.Wacquant, Zaproszenie do socjologii refleksyjnej, Oficyna Naukowa, Warszawa 2001
5 W 2006 roku w Anglii i Walii prywatne więzienia „obsługują” 11% osadzonych, w USA 7,2%, a w Australii aż 17% (dane za http://www.prisonreformtrust.org.uk)
6 Dane za rok 2006 "World Prison Population List” (Seventh Edition) op.cit
7 Patrz Mały rocznik statystyczny 2000 i Mały rocznik statystyczny 2008, odpowiednio s.90 i 95

Michał Kozłowski. Wstęp w Loïc Wacquant, Więzienia nędzy, Warszawa: Instytutu Wydawniczego Książka i Prasa, 2009

Erich Fromm - Anatomia ludzkiej destrukcyjności

Książka ta jest obszernym studium zjawiska, które określa się krótkim terminem "zło". Zamierzona została jako wypowiedż polemiczna wobec behawioryzmu i instynktywizmu, a jednocześnie jako rewizjonistyczne rozwinięcie poglądów Freuda z okresu , gdy wprowadził pojęcie popędu śmierci.Fromm du śmierci.Fromm zmierza do kulturowego ujęcia tematu od strony typologii charakterologicznej oraz wytłumaczenia sensu agresji.