- O kilku bajkach z Ameryki na temat bezpieczeństwa
- Sprawiedliwość bez państwa
- Przegięcie pały
- Dać skazanym szansę
- Sześć dni kacetu
- "Śledczak" - fragmenty filmu dokumentalnego
- List od więźnia z Rzeszowa
- Więzienia przyszłości?
- Sąd, konfidenci, psy to jedna banda
System penitencjarny, sądowniczy, policja
Polecamy książkę!
Wstęp w Loïc Wacquant, Więzienia nędzy.
U progu III Rzeczypospolitej w roku 1990 polskie areszty i zakłady karne zasiedlało niewiele ponad 50 000 osadzonych [1]. W marcu 2007 ich liczba sięgnęła 91 331[2]. Polska znalazła się tym samym w ścisłej czołówce krajów z najwyższym w Unii Europejskiej współczynnikiem inkarceracji (234 osadzonych na 100 tysięcy mieszkańców.) dając się w tym niechlubnym rankingu wyprzedzić jedynie trzem państwom Bałtyckim [3]. Wygląda na to, że Polska droga do wolności wszystkich wiedzie przez więzienie niektórych (coraz liczniejszych). Obiegowa mądrość liberalna oswaja nas z tą myślą – czyż za wolność nie trzeba słono płacić? Zapewne, do tego przychodzi to o wiele łatwiej, kiedy nie płaci się z własnej kieszeni. Jeśli w dyskursie publiczno – medialnym w ogóle dostrzegano pełzającą ekspansję więziennej represji to przypisywano ją, jak zawsze, dziedzictwu „komunistycznej” przeszłości. Miał to być kolejny garb dźwigany przez młodą Polską demokrację. Tyle, że garb ten rósł z czasem zamiast się kurczyć. Tymczasem postkomunistyczna bądź co bądź Słowenia jest krajem, gdzie więźniów jest relatywnie najmniej. Czy dlatego, że to mały kraj? Dlaczego zatem czarną listę otwiera Litwa i Estonia? Jeśli eksplozji więziennej nie uznajemy za fatum, to musimy znaleźć lepszą odpowiedź.
Loic Wacquant, francuski socjolog, współpracownik i uczeń Pierra Bourdieu [4], wykładający dziś na uniwersytecie w Berkeley proponuje taką odpowiedź: powrót masowej represji karnej w większości współczesnych społeczeństw demokratycznych jest strukturalnie powiązany z neoliberalną mutacją kapitalizmu, która rozpoczęła swa światową karierę w latach 80 XX wieku. Ścisłe związki liberalizmu z więzieniem analizował już w latach 70 Michel Foucault. Wskazywał wtedy, że więzienie nie jest dla liberalnego kapitalizmu złem koniecznym ani wstydliwym produktem ubocznym. Jest raczej przedmiotem dumy i jednym z ustrojowych fundamentów. Z jednej strony jest ono swoistym polem eksperymentalnym, na którym bada się możliwości wdrażania „ducha kapitalizmu” i jego etyki, ludziom pracy najemnej, z drugiej pozostaje represyjnym narzędziem doraźnego regulowania i dyscyplinowania niższych warstw społecznych na potrzeby rynku pracy.
Czy jednak więzienie nie służy przede wszystkim do przeciwdziałania przestępczości i ochrony ofiar? Niewykluczone, że więzienie spełnia i tę funkcję. Wacquant nie jest abolicjonistą. Nie domaga się likwidacji instytucji więzienia. Zdarzało mu się pisać, że radykalni abolicjoniści usuwają nam z pola widzenia rzeczywiste i osiągalne politycznie stawki w kwestii karania. Pamiętać jednak trzeba, że funkcja prewencyjna zakładów karnych jest co najmniej problematyczna. Ostatecznie to właśnie wiezienie przekształca zbiór jednostek, które na rozmaite
sposoby weszły w konflikt z prawem, w upośledzoną klasę społeczną wyposażoną we własny kodeks postępowania, poczucie przynależności, wspólnych doświadczeń, sieć wzajemnych powiązań i współzależności. Wykluczenie ze społeczeństwa i osobiste wydziedziczenie idzie w parze z wytwarzaniem nowej społecznej jakości – grupy zdolnej do samodzielnej reprodukcji na własnych zasadach. W tym sensie pytanie, czy więzienie rzeczywiście przyczynia się do ograniczenia społecznej przemocy, pozostaje otwarte. Jeszcze w latach 70 traktowała je z całą powagą kryminologia głównego nurtu a w ślad za nią szły polityczne decyzje i poszukiwania rozwiązań, które pozwoliłyby zminimalizować karną represję jako sposób rozwiązywania problemów społecznych. Zwrot represyjny epoki Reagana i Thatcher oznaczał delegitymizację tych poszukiwań. W nowym opakowaniu podawano stare recepty w kwestii zbrodni i kary. Rehabilitowano też pośrednio brutalność i arbitralność zawsze obecną w działaniach policji i innych służb „prawa i porządku”. Wacquant opisuje jak do tego doszło. Odsłania ideologie, dyskursy i interesy stojące za decyzją o gigantycznej rozbudowie amerykańskiego archipelagu więziennego i pokazuje sposoby jakim idee te torują sobie drogę na inne kontynenty – w szczególności do Europy Zachodniej.
Wacquant napisał Więzienia nędzy pod koniec lat 90 i postawił tu mocną diagnozę represyjnej polityki państwa. Neoliberalizm nie oznacza po prostu mniej państwa, jak chętnie głoszą to jego apologeci. Oznacza on mniej państwa socjalnego, mniej redystrybucji i usuniecie perspektywy socjalnej w podejmowaniu strategicznych decyzji ekonomicznych. Jednocześnie neoliberalizm to więcej państwa penalnego, więcej państwa paternalistycznego wobec biednych to hipertrofia kontroli i regulacji prywatnego życia niższych warstw społecznych. O ile w latach 70 więzienie chciano podporządkować logice działania pomocy społecznej, dzisiaj to pomoc społeczna podporządkowana zostaje logice represji karnej. Diagnoza Wacquanta pozostaje po dziesięciu latach całkowicie aktualna. Tendencje, które pokazał nasiliły się w ostatniej dekadzie. 11 września stanowił dodatkowy pretekst dla umocnienia i rozszerzenia zakresu działania instytucji nadzoru nad niższymi klasami społecznymi. W ramach praw antyterrorystycznych i regulacji Traktatu z Schengen pojawiły się nowe technicznie i prawne formy represji. Chociaż prywatne więzienia nie odniosły sukcesu w Europie to nadal trzymają się mocno w świecie anglosaskim [5]. Nade wszystko jednak trwa w najlepsze, choć w różnym tempie i skali, operacja „wielkiego zamknięcia” biedy.
Przodują tu te same kraje, które nieodmiennie stawiało się do niedawna za wzór sukcesu ekonomicznego ale także skutecznego rozwiązywania problemów społecznych i walki z bezrobociem. W 1997 roku kiedy Wacquant pisał swoją książkę w USA było 1758,079 osadzonych (648 na 100 tys. mieszkańców), w roku 2006 było ich już 2 186 230 (738 na 100 tysięcy mieszkańców). Stany Zjednoczone nie tylko utrzymały pozycję więziennego lidera ale nie
przestały powiększać swojej przewagi. Zachodnioeuropejski lider karania, Wielka Brytania, sytuuje się co prawda o klasę niżej jednak także podąża wytyczonym szlakiem, z 68 tysiącami więźniów na początku rządów Laburzystów w roku 1997 (120/100tys.) 79 861 (148/100 tysięcy) w roku 2006 pod koniec panowania Tony’ego Blaira. Pozostałe kraje Europy Zachodniej są nieco bardziej wstrzemięźliwe jednak i tu zarysowuje się wyraźnie tendencja do penalizacji i izolacji. Holandia, jeszcze niedawno przodująca w stosowaniu pozawięziennych strategii kary zwiększyła współczynnik inkaraceracji najbardziej spektakularnie z 87 do 128. Belgia z 82 do 91, Niemcy (Wacquant wskazuje, że w latach 90 uniknęły ekspansji więzień, tendencja ta odwróciła się za rządów Schroedera) z 90 do 95, Włochy z 87 do 104. Wzrost populacji więziennej dotknął też kraje skandynawskie, które opierały się najdłużej.[6]
Wszystko zdaje się wskazywać, że mamy tu do czynienia z głębokim i nieuniknionym procesem związanym z neoliberalnym kapitalizmem. Jeśli ten ostatni uderza w pracowników a szczególnie pracowników niewykwalifikowanych i imigranckich to nie ma nic dziwnego w tym, że rośnie przestępczość. Czy wzrost więziennej populacji nie jest naturalną reakcją na wzrost przestępczości? To pozornie poprawne rozumowanie jest jednak zawodne. Związki penalizacji i neoliberalizmu są bardziej złożone i, by tak rzec, polityczne. Wacquant pokazuje, że w trakcie trwania karceralnej eksplozji przestępczość w USA spadała a w Europie pozostawała na stabilnym poziomie. (W Polsce w latach dziewięćdziesiątych przestępczość rosła, także za sprawą rozszerzania katalogu przestępstw, lecz nigdy nie w takim tempie jak ilość wyroków skazujących i rzeczywista liczba osadzonych, potem ustabilizowała się, co nie przeszkodziło pęcznieć więzieniom [7]). Kryminologowie wskazują na wiele czynników, które ograniczały w tym czasie wzrost przestępczości – do najważniejszych należy czynnik demograficzny (relatywne zmniejszenie się liczby młodych mężczyzn). Nie to jest jednak najważniejsze. Istota sprawy polityka karnej represji nie była odpowiedzią (fałszywą lub prawdziwą) na gwałtowną falę przestępczości, po prostu dlatego, że fali takiej nie było.
Wiele wskazuje na to, że masowa penalizacja jest integralną częścią aksjologii, doktryny i praktyki politycznej neoliberalizmu. Deregulacja ekonomiczna i transfery bogactwa w górę drabiny społecznej skorelowane są wzmocnieniem państwowego aparatu przymusu i paternalistycznej ingerencji w życie obywateli, w szczególności obywateli słabszych społecznie i ekonomicznie. Łatwo sobie wyobrazić, że jeszcze dotkliwej odczuwają to mieszkańcy USA i Europy nie cieszący się „przywilejem” obywatelstwa. Tutaj dochodzimy do kolejnej ważnej części diagnozy Wacquanta. Rządy „prawa i porządku” nie są dla wszystkich równe. Tak więzienie jak arbitralne i brutalne działania policji uderzają przede wszystkim w słabszą część społeczeństwa: bezrobotnych, pozbawionych stałego zatrudnienia, mieszkańców biednych dzielnic. Ten oczywisty fakt jest trudny do ukrycia, więc dominujący dyskurs medialno-polityczny przeprowadza klasyczną operację demonizacji i moralnej deprecjacji biednych. Wykluczeni sami są sobie winni. Uderza się w dobrze znane tony „kryzysu cywilizacji”, „panoszącego się nihilizmu” i permanentnego zagrożenia czyhającego na moralną większość porządnych obywateli. Problem polega na tym, że polityka represji cieszy się niezmiennie poparciem większości obywateli. Coś, co samo jest częścią neoliberlanej polityki państwa dość powszechnie postrzegane jest jako antidotum na jej skutki. Poczucie niepewności i słabości, będące udziałem wielu, ma zostać być kompensowane paternalistyczną siłą karzącej ręki państwa. Tak długo jak nie odczarujemy więzienia mechanizm ten będzie działał na mocy błędnego koła.
W Polsce książka Wacquanta powinna być bardzo dobrze zrozumiała. Dekompozycja państwa opiekuńczego realnego socjalizmu była wszak zarówno bardziej gwałtowna jak i bardziej kompletna niż rewolucja Thatcherowsko-Reaganowska za Zachodzie. Miała za to te same korzenie ideologiczne. O ile komponent ekonomiczny neoliberalnej doktryny jest już dość dobrze rozpoznany, o tyle wciąż słabo uświadamiamy sobie jej składnik penalny. W gruncie rzeczy wszystkie siły polityczne i opiniotwórcze akceptowały postulat „więcej represji”. Niektóre, na czele z Prawem i Sprawiedliwością zbiły na nim potężny kapitał. Warto zauważyć, że ta część przesłania PIS nie spotkała się z krytyką ani PO ani „liberalnych elit”. Tezy o „froncie obrony przestępców”, „liberalizmie” sądów i prokuratur oraz luksusowych więzieniach stały prawdami obiegowymi w tym samym czasie, gdy cele były skrajnie przepełnione, sądy automatycznie przedłużały areszty tymczasowe a parlament zaostrzał prawo karne. Więzienia nędzy mają się świetnie w kraju nad Wisłą.
1 Mały Rocznik Statystyczny 2000, Zakład Wydawnictw Statystycznych 2008, s.97
2 Patrz Informacja o Wykonywaniu Kary Pozbawienia Wolności i Tymczasowego Aresztowania, Tabl.1 Ogólne dane o
zaludnień Aresztów Śledczych i Zakładów Karnych , Centralny Zarząd Służby Więziennej, 2007
3 Walmsley, Roy (October 2006). "World Prison Population List” (Seventh Edition)
4 Po Polsku ukazała się ksiązka będąca zapisem krytycznego wywiadu L.W z Pierrem. Bourdieu, P.Bourdieu,
L.Wacquant, Zaproszenie do socjologii refleksyjnej, Oficyna Naukowa, Warszawa 2001
5 W 2006 roku w Anglii i Walii prywatne więzienia „obsługują” 11% osadzonych, w USA 7,2%, a w Australii aż 17% (dane za http://www.prisonreformtrust.org.uk)
6 Dane za rok 2006 "World Prison Population List” (Seventh Edition) op.cit
7 Patrz Mały rocznik statystyczny 2000 i Mały rocznik statystyczny 2008, odpowiednio s.90 i 95
Erich Fromm - Anatomia ludzkiej destrukcyjności
Książka ta jest obszernym studium zjawiska, które określa się krótkim terminem "zło". Zamierzona została jako wypowiedż polemiczna wobec behawioryzmu i instynktywizmu, a jednocześnie jako rewizjonistyczne rozwinięcie poglądów Freuda z okresu , gdy wprowadził pojęcie popędu śmierci.Fromm ... du śmierci.Fromm zmierza do kulturowego ujęcia tematu od strony typologii charakterologicznej oraz wytłumaczenia sensu agresji.
Śledczak
Fragmenty filmu dokumentalnego Sylwestra Latkowskiego "Śledczak" (TVP2)
Teoretycznie areszt śledczy to zupełnie co innego niż więzienie. W aresztach przebywają osoby tymczasowo zatrzymane i pozostające do dyspozycji prokuratury lub sądu oraz skazani oczekujący na przewiezienie do właściwego zakładu karnego. Można tam więc znaleźć zarówno ludzi już z wyrokami, którym udowodniono winę, jak i takich, co do których istnieje zaledwie podejrzenie popełnienia przestępstwa, bywa, że zupełnie nieuzasadnione. Zgodnie z przepisami regulującymi działalność polskiego więziennictwa oraz zapisami Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, w aresztach nie wolno więc (tak zresztą jak i więzieniach) nikogo torturować, traktować w sposób okrutny, nieludzki lub poniżający (art. 5 Deklaracji), każdy człowiek ma prawo do uznawania swojej osobowości prawnej (art. 6), a wreszcie każdy człowiek oskarżony o popełnienie przestępstwa ma prawo do uznawania go za niewinnego dopóty, dopóki nie udowodni mu się winy podczas publicznego procesu, w którym zapewniono mu wszystkie konieczne środki obrony (art. 11). Tyle teoria. Praktyka drastycznie od niej odbiega. Sylwester Latkowski, który specjalizuje się w podejmowaniu tematów trudnych, kontrowersyjnych, drażliwych, postanowił pokazać, jak naprawdę wygląda sytuacja w polskich aresztach. Opierając się na wspomnieniach zachowujących anonimowość aresztantów i wypowiedziach policjantów, którzy również nie ujawniają przed kamerami swoich twarzy, autor filmu tworzy wstrząsający obraz piekła, przez jakie przechodzą aresztanci. Ich wina czy niewinność jest ostatnią rzeczą, na jaką pilnujący (przynajmniej spora ich część) zwracają uwagę. Głównym grzechem polskich aresztów jest łamanie właściwie wszystkich praw osadzonych. Zaczyna się od wydawania decyzji o zastosowaniu aresztu - tu wiele zależy od humoru sędziego. Dalej jest już tylko gorzej: przepełnione cele (na jednego osadzonego powinny przypadać 3 m kw.), nieprzestrzeganie jakichkolwiek norm sanitarnych, ograniczanie widzeń, kuriozalnie działająca więzienna służba zdrowia, tworząca fikcyjne dossier rzekomo badanych i leczonych pacjentów, wreszcie - wszechobecna przemoc. Oprócz "standardowego" znęcania się nad aresztantami, istnieją też sposoby wyrafinowane, kończące się nawet śmiercią osadzonego. To tzw. cele zabezpieczające, zwane potocznie termosami lub dźwiękami - wygłuszone, dźwiękochłonne pomieszczenia, w których nie ma kamer, można więc bezkarnie bić, bez obawy, że świadkowie coś zobaczą lub usłyszą. W takiej celi niesubordynowany aresztant, np. niedoszły samobójca, jest przywiązywany do materaców lub betonowej podłogi skórzanymi rzemieniami, za dnia nie wolno mu usiąść, musi stale chodzić lub stać. Teoretycznie nie powinien przebywać w takim miejscu dłużej niż 24 godziny, ale nie należą do rzadkości i tygodniowe pobyty w termosie. Niektórzy nie wychodzą stamtąd już nigdy.
Przegięcie pały...
15 lat temu rozwiązano Milicję Obywatelską i Służbę Bezpieczeństwa. Nowe służby miały zajmować się wyłącznie walką z przestępczością.
ZBROJNE RAMIĘ KAPITAŁU
Niestety, okazało się, że przestępcami są robotnicy broniący swoich zakładów pracy. Przestępcami są organizatorzy pokojowych demonstracji alterglobalistycznych, wespół z uczestnikami akcji na rzecz budowy ścieżek rowerowych i pikiet antywojennych. To, że przestępcami są również górnicy z biedaszybów, skłotersi, którzy remontują i zasiedlają opuszczone domy oraz rolnicy, którzy ujawniają transporty skażonego zboża - stało się wykładnią przyjętej w Trzeciej Rzeczypospolitej filozofii państwa prawa.
Może w takim razie, przynajmniej sukcesy policji w zapewnianiu obywatelom poczucia bezpieczeństwa stały się rodzajem rekompensaty? Chyba niespecjalnie, ponieważ systematycznie spada liczba zgłaszanych (chociaż popełnianych) przestępstw. Czyżby kryzys
zaufania i niewiara w skuteczność stróżów prawa? Przecież tak dobrze sobie radzą z rozpędzaniem robotników, rolników i niesfornych ekologów! Cóż, kiedy znacznie gorzej idzie im z pozostałymi przestępcami. Ci zaś, stanowczo zbyt często mylą się policjantom z innymi obywatelami. Parę osób poszło już do piachu z powodu omyłkowego użycia służbowej broni. Zbyt wiele jest podatności na oferty korupcyjne od mafii i polityków. Zbyt mało jest natomiast poczucia odpowiedzialności wobec zwykłego człowieka, który prosi o pomoc. Brak dobrej reputacji nadrabia się Wtedy przybieraniem groźnej postawy, wyjmowaniem broni, groźbami i nakazami. Inna sprawa, że pracuje w policji wielu porządnych ludzi, którym tylko bezwład biurokracji i zły system służby, uniemożliwiają sensowną działalność.
Winą za obecny stan rzeczy nie należy więc obarczać wyłącznie samych funkcjonariuszy. To sprawa systemu, nie personaliów.
WIĘCEJ BICIA I STRZELANIA
Wiadomo, jakie są pomysły na reformę policji. Przerażeni mieszkańcy blokowisk wołają "O więcej uprawnień do stosowania siły przez policję. Terror policji ma zostać przeciwstawiony terrorowi szalikowców. Wtórują im politycy spod znaku Prawa i Pięści, którzy wolą nie myśleć o społecznej genezie tych zjawisk. Przemoc może się przenieść z ulic do wnętrz domów, ale i na to ma być sposób. Wizyty dzielnicowego i nagrody pieniężne za doniesienie o przestępstwie. Wszyscy będą zachwyceni. Oczywiście, do czasu aż policja skatuje lokatorów, kiedy zaprotestują przeciw sprzedaży ich osiedla biznesmenowi lub przeciw budowie stacji benzynowej pod ich oknami. W ten sposób powrócimy do punktu wyjścia. Odrodzi się państwo policyjne.
WIĘCEJ PRYWATY
Kolejną propozycją jest prywatyzacja sfery bezpieczeństwa. Skutki takiej polityki są łatwe do przewidzenia. Firmy ochroniarskie już dzisiaj są wynajmowane do bicia strajkujących robotników i trzymania ludzi biednych z daleka od ludzi bogatych zamieszkujących luksusowe osiedla. Krótko mówiąc: bezpieczeństwo zarezerwowane dla VIP-ów.
ALTERNATYWA DLA POLICJI
Pozostaje opcja trzecia. Uznanie, że pomysł powierzenia policji państwowej zadania ochrony ładu i porządku był od samego początku chybiony. Potrzebne są raczej formacje niezależne
od wpływu polityków i samej instytucji państwa. Mniej skłonne do recydywy ZOMO i bardziej zdeterminowane do ścigania kryminalistów. Powinny też stanowić integralną część społeczności, której mają służyć. Proponuję określić je terminami: straż obywatelska i policja lokalna.
SAMI SOBIE
Straż obywatelska może działać na zasadach zbliżonych do dzisiejszej Ochotniczej Straży Pożarnej. Powoływana będzie spośród ochotników zamieszkałych na danej ulicy, osiedlu czy dzielnicy. Może pełnić służbę patrolową lub reagować, kiedy dzieje się coś złego w okolicy. Straż obywatelska sprawdziła się nadzwyczajnie w Powstaniu Warszawskim latem 1944. Działała tam jako Milicja PPS dystansując policję powstańczą. Milicjanci wybierani byli przez mieszkańców kilku najbliższych domów. Prowadzili wywiad kryminalny, strzegli mienia, interweniowali w drobniejszych sprawach i patrolowali okolicę. Ludzie darzyli ich większym zaufaniem niż policjantów. Był to bowiem rodzaj samoobrony mieszkańców.
Straże obywatelskie zaczęto ponownie powoływać w Polsce w latach 2002 - 2004 (na osiedlu Huby we Wrocławiu, w Prochowicach i w Jedlinie Zdroju), lecz od razu ograniczono ich kompetencje do pełnienia funkcji pomocniczych względem policji. Szkoda, iż nie zdecydowano się na odwrócenie tej hierarchii zależności. Obecny podział ról grozi bowiem upodobnieniem tej formacji do niesławnego ORMO.
Po co nam w ogóle samoobrona mieszkańców? Doceni straż obywatelską ten, kto rozumie zaletę wczesnej interwencji. Wielu ciężkich przestępstw można uniknąć przełamując obojętność wobec sąsiadów. Brak reakcji oznacza przyzwolenie na stosowanie przemocy i współudział w wyhodowaniu psychopaty. Nie jest tajemnicą, że w rodzinach izolowanych od reszty społeczności, łatwiej jest dopuszczać się nadużyć wobec dzieci czy współmałżonków.
Z drugiej jednak strony, obciążenie ochotników obowiązkiem codziennej dyspozycyjności było naturalne w czasie wojny, natomiast dzisiaj potrzebna jest dodatkowa formacja.
CHWDP NIE WYSTARCZY
Policję państwową można w pełni zastąpić - również zawodową - lecz w istocie lokalną policją. Norweski kryminolog Thomas Mathiesen ostrzega jednak przed zwykłym dodawaniem policji lokalnej do jej państwowego odpowiednika. Policjant zakotwiczony na zewnątrz społeczności nie będzie wrażliwy na jej problemy. W ten sposób akcja „bliżej obywatela” przeistoczyć się może w system szpiegostwa, czyniąc społeczeństwo podobnym do nowej edycji big brothera. Policja lokalna musi zatem odpowiadać trzem podstawowym kryteriom.
Po pierwsze, przestaje istnieć zależność służbowa pomiędzy policją miejscową a policją państwową. Postulowana formacja posiada strukturę poziomą, swego rodzaju sieć współpracy równorzędnych jednostek. Brak nadrzędnej komendy. W razie większych problemów powoływany jest wspólny sztab kryzysowy i nic więcej.
Po drugie, rewiry pracy poszczególnych jednostek policji obejmują niewielkie obszary. W sam. raz dla pieszych patroli. Policjanci mogą więc poznać ludzi i reagować adekwatnie do skali zagrożeń. Policjanci z pieszych patroli są też mniej skłonni do nieuzasadnionego stosowania przemocy.
Po trzecie, policjant pracuje w tym samym rejonie, w którym mieszka. Tym sposobem człowiek ten osobiście doświadcza rezultatów swej pracy. Współczesny policjant jest silny potęgą machiny państwowej. Policjant lokalny jest silny własnymi umiejętnościami i po- parciem okolicznej ludności.
Podobne zadania spełnia lensman, czyli ktoś w rodzaju szeryfa, w położonych na dalekiej prowincji wioskach w Norwegii. Jego praca polega na ściganiu sprawców przestępstw i polubownym załatwianiu problemów, bez pisania protokołów i angażowania w to instytucji państwa. Wydaje państwu wy- łącznie sprawców najcięższych przestępstw, z którymi nie mogą sobie poradzić miejscowi.
PIECHOTĄ BLIŻEJ DO PRZESTĘPCY
Wzajemne reakcje funkcjonariuszy i obywateli podczas interwencji policyjnych w Chicago badał David Bayley z Uniwersytetu Stanu Nowy Jork w Albany.
Okazało się, że mieszkańcy dzielnicy Kenwood - Hyde Park za najlepszych uznali tych policjantów, którzy mieli stały przydział do pieszych patroli. Policjanci potrafili bowiem lepiej ocenić kto jest realnym zagrożeniem dla mieszkańców, traktowali też ludzi z większą dozą zaufania i mniejszą obawą niż policjanci, którzy przyjeżdżali tylko na wezwania telefoniczne. Gdy policjanci wysiadali z radiowozu byli zwykle wystraszeni, zaczepiali ludzi na podstawie błędnych przesłanek. Stwierdzono, że u samych policjantów w konsekwencji pojawia się .mentalność oblężonego". Nie mają innych relacji z obywatelami, oprócz tych podczas interwencji. Stają się cyniczni lub zaczynają wierzyć, że są samotnymi wojownikami broniącymi ładu i porządku. W rezultacie coraz częściej stosują zastraszenia, groźby i prze- moc wobec przypadkowych osób.
Zawiodła również sama strategia szybkiej reakcji "policji na telefon". W połowie lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku przeprowadzono eksperyment badający efektywność policji w Kansas City. Wyniki były zaskakujące. Błyskawiczna reakcja wezwanej telefonicznie policji dawała efekt w postaci zatrzymania zaledwie 3 procent sprawców najpoważniejszych przestępstw. Przyczyną było zachowanie większości świadków i ofiar przestępstw. Często ludzie ci byli w stanie szoku i wykręcali numer 997 dopiero po upływie 20 a nawet 40 mi- nut. Wiadomo, że około połowy poważnych przestępstw nie jest w ogóle zgłaszanych. Stwierdzono, iż nawet natychmiastowe wezwanie policji tuż po przestępstwie zwiększa ilość zatrzymanych sprawców tylko do 7 procent. Podobne wyniki uzyskano podczas badań w innych miastach (na podstawie: Georg L. Kelling, Catherine M. Coles, Wybite szyby, Media Rodzina 2000). Policjanci, którzy oglądają świat zza szyby radiowozu mogą być przydatni w pościgach za sprawcami napadów na banki, ale nie chronią zbyt dobrze zwykłych ludzi.
KWESTIA KASY I PAŃSTWA
Należy jeszcze odpowiedzieć, skąd uzyskać środki na opisane wyżej struktury. Możliwe są mniej lub bardziej anarchistyczne rozstrzygnięcia. Powiedzmy, że likwidacji ulega Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Fundusze przeznaczane dotychczas na działalność ministerstwa i policji, przestają podlegać centralnemu sterowaniu, chociaż zostają zachowane. Pieniądze z budżetu państwa dzielone są od tej pory proporcjonalnie do liczby mieszkańców danej miejscowości i gminy, a następnie kierowane na potrzeby policji lokalnej. W opcji anarchistycznej przestaje istnieć budżet państwa i wszelkie jego agendy. Policja lokalna i pozostałe służby finansowane są z budżetu lokalnego, czyli podatków i opłat uchwalonych w głosowaniu powszechnym przez mieszkańców autonomicznej gminy czy regionu. Zamiast podatków lokalnych może obowiązywać składka członkowska. Mieszkaniec danej gminy nabywa praw i przywilejów obywatelskich wraz z uiszczeniem składki na działalność samorządu. Każde miasto i gmina sta- je się swego rodzaju stowarzyszeniem. Ten, kto nie chce płacić składki, płaci za korzystanie z infrastruktury gminy (np. drogi) i usług służb publicznych (policja, straż pożarna, pogotowie, sądy, żłobki, szkoły, itd.). Prawdopodobnie, możliwe są również inne rozwiązania. Wyboru dokonają sami mieszkańcy.
Reasumując: złotym środkiem okaże się prawdopodobnie współistnienie policji lokalnej ze strażą obywatelską, angażowaną w razie potrzeby. Uzupełnieniem tej struktury powinna być niewielka grupa interwencyjna operująca w granicach miasta lub gminy: Będzie stanowić dodatkowe zabezpieczenie praw ofiar przestępstwa. To na wypadek, gdyby społeczność lokalna i jej służby okazały się nietolerancyjne dla przejawów inności lub obojętne na określone rodzaje przestępstw. Grupa będzie wchodzić do akcji na wezwanie poszkodowane- go czy świadka, jeśli zawiodą: straż obywatelska i policja lokalna.
W przeciwieństwie do policji państwowej, oddalonej od obywateli specjalnymi uprawnieniami i lojalnością wobec centrali, proponowane służby porządkowe mogą być dowolnie modyfikowane stosownie do bieżącej sytuacji, a użycie ich przeciw społeczeństwu w celu rozpędzania demonstracji czy rozbicia strajku jest praktycznie niewykonalne.
Rafał Górski "Mać Pariadka" #1/2005 (90)
ABC DEZAKTYWACJI KAMER CCTV
Tłumaczenie z: http://athens.indymedia.org/front.php3?lang=en&article_id=230766
PO CO NISZCZYĆ KAMERY CCTV?
1.1) Po co niszczyć kamery cctv?
Zaufaj intuicji, lecz jeżeli potrzebujesz intelektualnego usprawiedliwienia, to:
„Wzrok kamer nie pada równo na wszystkich użytkowników ulicy, lecz na tych, którzy są stereotypowo postrzegani jako odbiegający od normy, lub tych, którzy przez wzgląd na zachowanie lub wygląd są wytypowani przez operatorów jako niebezpieczni. W ten sposób młodzież, szczególnie ta społecznie i ekonomicznie zmarginalizowana, może podlegać jeszcze większemu oficjalnemu napiętnowaniu, i zamiast przyczyniać się do społecznej sprawiedliwości poprzez redukcję wiktymizacji, CCTV staje się bardziej narzędziem niesprawiedliwości poprzez wzmocnienie wyróżniającej i dyskryminującej polityki policyjnej.”
„instrument społecznej kontroli i produkcji dyscypliny; produkcja „wyczekującego konformizmu”; pewność gwałtownej dyslokacji obserwowanych wykroczeń oraz; zbieranie zindywidualizowanych akt monitorowanej populacji.”
„Nieprzejednane oko: inwigilacja CCTV w przestrzeni publicznej”
Dr. Clive Morris i Gary Armstrong z Centrum Kryminologii i Sprawiedliwość Karnej na Hull University, UK.
„Byliśmy w stanie pokazać, że CCTV nie redukuje przestępstw i nie redukuje strachu przed przestępstwem. Jeżeli cokolwiek wzmaga, to nieznaczny wzrost niepokoju.”
Prof. Jason Ditton, Sheffield University.
RODZAJE KAMER CCTV
2.1) Fałszywe kamery
Powinny być niszczone i usuwane, jako że, wciąż wywołują paranoje i strach przez karą. Posiadają obudowę prawdziwej kamery, więc wyglądają dość realistycznie.
2.2) Ukryte kamery.
Są również użyteczne jako wsparcie na obiektach, gdzie zasadniczy sprzęt CCTV jest bardziej tradycyjny, tzn. standardowe kamery. W takim przypadku ukryte kamery mogą operować jako wsparcie gdy główny sprzęt zostanie uszkodzony przez intruza. Używane najczęściej tymczasowo.
2.3) Kamery zamontowane na ścianach.
Zazwyczaj zamontowane poza zasięgiem jednego człowieka, lecz dostępne dla dwóch współpracujących ludzi.
Najczęściej chronią własność prywatną, lecz często również monitorują przestań publiczną.
2.4) Kamery zamontowane na dachach.
Zazwyczaj policyjne kamery ruchu ulicznego, lecz czasem w prywatnych lub dużych biurach lub instytucjach.
2.5) Kamery zamontowane na słupach ulicznych.
W okolicach centrów handlowych, lub do nadzoru ruchu ulicznego.
METODY ATAKU.
3.1) Torba foliowa.
Torba foliowa wypełniona klejem działa całkiem nieźle.
Tania i prawie tak samo efektywne jak inne krótkotrwałe techniki. Używaj biodegradalnych toreb, które są cieńsze. Czasami kamera mająca iść do naprawy również jest foliowana, tak więc wizualnie jest to niejednoznaczne. Ofoliowując kamerę, istnieje duża szansa, że sięgniesz ją bez problemu. Nie zawahaj się rozbić szybki, obiektywu i innych części. Nie foliuj jej później, ludzie muszą widzieć zniszczone urządzenie.
W sposób wyraźny widać jej uszkodzenie.
3.2) Taśma i naklejka.
Umieść taśmę bądź naklejkę na obiektywie. Dobry trening
W sposób wyraźny widać jej uszkodzenie.
3.3) Pistolet z farbą.
Użyj zabawkowego pistoletu na wodę i farby. Szybka, zabawna i prosta metoda – szczególnie rekomendowana. Łatwa do dezaktywowania wielu kamer w krótkim czasie. Podczas godzinnej akcji można zaliczyć ok. 10 kamer. Miej ze sobą zapas farby w plastikowych pojemnikach. Przefiltruj farbę, by usunąć grudki blokujące pistolet. Zaatakuj wpierw obiektyw, później całą kamerę i jej okolice. W sposób wyraźny widać jej uszkodzenie, dodatkowo zwraca na siebie uwagę. Kamery są szybko czyszczone, więc jest to efektywne tylko na krótki czas.
Bądź przygotowany na ubrudzenie: weź niepotrzebne ubrania.
Nie zaleca się wspinania.
3.4) Wskaźnik laserowy.
Wskaźniki o dość sporej mocy, można dostać po niewielkiej cenie. Wskaźniki laserowe o mocy <5mwatt>
By mieć pewność potrzebny jest wskaźnik o większej mocy. Istnieje ryzyko uszkodzenia oczu z odbicia z szybki kamery. Również bardzo trudno utrzymać punkt precyzyjnie w jednym miejscu. Żadnych widocznych znaków uszkodzenia kamery.
Nie polecamy tej metody.
3.5) Przecinanie kabli.
Kable można łatwo przeciąć ostrą siekierką lub przecinakiem. Upewnij się czy narzędzie nie przewodzi prądu, by uniknąć porażenia. Przypadkowe spojrzenie na zwisające kable ujawni że kamera nie działa. Wymaga całkowitej, kosztownej zmiany okablowania.
Satysfakcjonujące iskry podczas przecinania kabli.
3.6) Cegłówka.
Wejdź na dach budynku na którym znajduje się kamera i zrzuć na nią jakiś ciężki przedmiot np. cegłę. Znajdź odpowiednie miejsce na celny rzut, rzucając wpierw mniejsze kamienie.
Kamera zostanie kompletnie zniszczona z towarzyszącym deszczem iskier. Wejście na wysoki budynek z cegłami wymaga sporej sprawności fizycznej. Zwracaj szczególną uwagę na bezpieczeństwo ludzi na dole.
To naprawdę hardkorowa metoda.
TRENING.
Trening jest kluczowy nie tylko dla sprawności fizycznej, lecz również dla rozwijania technik i co ważniejsze, dla bycia przygotowanym na nieprzewidziane zdarzenia.
4.1) Wspólna praca.
(Po)znaj swojego partnera bardzo dobrze. Musisz znać ograniczenia i zdolności swojego partnera. Musicie wiedzieć jak bardzo ufacie sobie.
4.2) Sprawność fizyczna.
Sprawności fizycznej nigdy za wiele. Urozmaicaj swoje ćwiczenia,
Zacznij od czegoś łatwego, jak naklejki.
4.3) Znajomość terenu.
Znaj każdą część rejonu na którym będziesz operował. Eksploruj w dzień i w nocy. Wspinaj się na każde drzewo, budynek. Poznaj każdą ścieżkę, krzak, tunel. Wspinaj się na ściany, płoty. Nie używaj chodników i ulic (jedynie przechodź jej w poprzek we właściwym kierunku).
Od redakcji: jak się domyślasz, nie popieramy działań niezgodnych z prawem. Jeżeli jednak twoje poglądy na ten temat są odmienne, warto zapoznać się z tym.